Wreszcie udało mi się przeczytać 'Gaj oliwny'. Planowałam zrobić to wcześniej, niestety okazało się, że zaliczenie rachunkowości zarządczej to nie taka prosta sprawa ;).Abstrahując od nieznośnej ciężkości studenckiego bytu, książka Marii Kuncewiczowej zadziwiła mnie.
Historia opowiada o rodzinie Monroe przebywającej we Francji. Niedługo po tym, gdy kończy się II wojna światowa, a na świecie zaczyna szaleć komunizm, Dawid Monroe wraz z żoną Agnes i córką Pat, postanawia udać się na południe Francji. jego rodzina posiada tam majątek, poza tym mieszka tam Piotr Variori, który ukrywał Anglika w czasie wojny. Rodzina osiada na wzgórzu, mieszkają w namiocie. Ich pobyt przedłuża się, mała Pat zaczyna chodzić do miejscowej szkoły i zaprzyjaźnia się z Pawłem Variori, synem Piotra.
Niby trwa sielanka, w tle drzewa oliwne, beztroska Lazurowego Wybrzeża, a jednak w ludziach rośnie złość. Niewypowiedziane słowa i niewyjaśnione sytuacje sprzed lat gromadzą się w mieszkańcach i rosną niczym wrzód. Zaczynają uwierać, pęcznieć, aż prowadzą do tragedii. Zakończenie jest szokujące i niespodziewane.
W posłowiu autorka wyjaśnia motywy napisania tej powieści. Interesuje ją człowiek.
Na początku nie mogłam zrozumieć stylu, z trudem przebrnęłam przez niektóre fragmenty. Książka nie należy do lektur łatwych, ale zawiera prawdę o człowieku, o tym do czego ludzie są zdolni, gdy zaślepia ich pieniądz, nienawiść i uprzedzenia. Mistrzostwo w ukazaniu studium przypadku.
Tych, którzy chcą poznać twórczość Kuncewiczowej i przyłączyć się do projektu odsyłam tutaj:
